Codziennie wchodzę na facebook'a, a tam miliard twarzy, łypiących na mnie zza ekranu okiem przychylnym czasem mniej. Bilion słów, tryliardy lajków i serduszek, armie wykrzykników. W pracy muzyka na uszach dla izolacji. Nie na długo, co chwile ktoś wchodzi, wychodzi, telefon dzwoni, raz służbowy, raz prywatny, czasem na zmianę częściej jednocześnie. Biurko zawalone zaległościami. Niekończące się pytania, podejmowanie decyzji. W środku tego chaosu przyczłapie pan Mietek, przysiądzie do mojego biurka, wzdechnie głęboko i poskarży się ile to on ma dziś do roboty, że dopiero kanapkę o drugiej zje. Mi się tam kanapka nawet nie marzy... .
